Kurier NDM

Powstanie Warszawskie to nie tylko śmierć. Historia Rodziny Zakroczymskiej

Maj 19, 2018

W Zakroczymskim  Forcie I  podczas Powstania Warszawskiego miały miejsce niezwykłe wydarzenia. W tym oddalonym od stolicy o 40 km miasteczku ludność cywilna w sierpniu  i wrześniu uratowała kilkanaście tysięcy ludzkich istnień.

1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17:00 wybuchło Powstanie Warszawskie. Do walki stanęło około 50 tys. żołnierzy Armii Krajowej zorganizowanych w Zgrupowania, obejmujące bataliony, i inne formacje zbrojne, oraz niewielkie ilości innych organizacji podziemnych. Niestety oddziały te były bardzo słabo uzbrojone i w praktyce o godzinie „W” broń miał co dziesiąty żołnierz z biało-czerwoną opaską na ramieniu. Niemcy jednak początkowo odnosili klęskę za klęską, co za tym idzie obawiali się kolejnych tysięcy Polaków, którzy mogli przyłączyć się do Powstania. Postanowili temu zapobiec, aresztując wszystkich, którzy mogli wziąć udział w niepodległościowym zrywie.  Z wywózką polskich żołnierzy i cywilów podczas Powstania Warszawskiego kojarzy się Pruszków. Jest jednak jeszcze jedno, zapomniane miejsce, gdzie niemieccy oprawcy więzili ludność Warszawy i okolicznych miejscowości. Miejsce niezwykłe, bo i wydarzenia tam były niezwykłe – jest to Fort I w Zakroczymiu. Był to jeden z fortów pierwszego, wewnętrznego pierścienia Twierdzy Modlin. Powstał na podstawie planu wzorcowego rosyjskiego fortu z 1879 roku. We wrześniu 1939 roku obiekt nie został zdobyty przez Niemców, żołnierze poddali się po informacji o kapitulacji Warszawy i dzień później Modlina. Najeźdźca rozwścieczony tym, że nie był w stanie zdobyć fortyfikacji zamordował przeszło 500 osób, żołnierzy i cywilnych mieszkańców Zakroczymia. Niemcy postanowili wykorzystać  Fort I w związku w Powstaniem Warszawskim 1944 roku.

Obóz w Twierdzy Zakroczymskiej

W Zakroczymskim Forcie, Niemcy zorganizowali obóz przejściowy, gdzie w sierpnia zaczęli więzić mężczyzn z  Warszawy, Rembertowa, Zielonki, Legionowa, Chotomowa i wielu innych podwarszawskich miast i miasteczek. Aresztowani byli głównie chłopcy i mężczyźni w wieku od 14 do 60 lat. Jak twierdzą niektórzy świadkowie tamtych wydarzeń, już w lipcu 1944 r., przy udziale granatowej policji, trafili do Zakroczymia pierwsi więźniowie z Chotomowa, uchylający się przed wyjazdem na przymusowe roboty do Niemiec. Z pamiętnika jednego z więzionych w Forcie I, Piotra Zaparta można przeczytać: 4 sierpnia nad ranem popędzono nas w stronę Gocławka. Zmieniono kierunek w stronę Strugi. Następnie przez Kawęczyn, Ząbki popędzono nas do Wisły. Potem nocą do tajemniczych rowów, w których spotkaliśmy mężczyzn z Pragi i Saskiej Kępy. I tak znaleźliśmy się w fosach Twierdzy Zakroczymskiej [Fort Nr1]. W fosach, na gołej ziemi, otoczeni 15-metrowym wysokim murem. Na wierzchu wałów zasieki z drutu kolczastego i ustawione posterunki z karabinami maszynowymi. Legliśmy głodni na gołej, mokrej ziemi. Wyczekiwaliśmy śmierci głodowej. W Forcie pierwszym jednorazowo uwięzionych było od kilkuset do kilku tysięcy jeńców. W jednej z relacji szacuje się, że we wrześniu 1944 r. w obozie tym jednorazowo przebywało ok. 1400 osób. Natomiast Piotr Zapart zapisał, że podczas jego pobytu w obozie w Forcie pierwszym było około 3 tysięcy ludzi. Więźniów Niemcy wykorzystywali np. do budowy rowów przeciwczołgowych. Po kilku lub kilkunastu dniach w Zakroczymiu, uwięzieni Polacy przenoszeni byli dalej na zachód do budowy okopów i przymusowych robót na terenie III Rzeszy Niemieckiej np. do obozu Mulheim-Ruhr.

Zakroczym na ratunek uwięzionym

Krystyna Kostrzewska „Nadzieja”

W tym momencie ta historia na pozór nie różniąca się od innych tragicznych wydarzeń podczas II wojny światowej, ma swój wyjątkowy epizod.  Według wspomnień mieszkających w okolicy świadków jęki i wołania o pomoc dało się słyszeć nawet z kliku kilometrów. Ludzie bez ubrań, zabierani ze swoich domów bez możliwości spakowania najpotrzebniejszych rzeczy, byli przez  Niemców skazani na śmierć głodową. Mieszkańcy Zakroczymia i 36 okolicznych miejscowości, mimo biedy i zła jakie ich spotkało (Zakroczym był zniszczony w przeszło 87%) postanowili zrobić wszystko, aby pomóc więźniom Fortu I. Po długich naradach została podjęta decyzja, że wyślą na rozmowy do Niemców jedną z nich, młodą kobietę, Krystynę Kostrzewską, łączniczkę Armii Krajowej ps. „Nadzieja”, która świetnie posługiwała się językiem niemieckim.  Choć okupanci początkowo byli przeciwni pomocy i zastraszali chcących ratować więźniów, ostatecznie zmiękczeni porażkami na wszystkich frontach II wojny światowej wyrazili zgodę na pomoc. Postawili jednak dwa warunki. Pierwszym z nich było wsparcie nazistów, którzy mieli problemy z zaopatrzeniem, drugi, że zakroczymianie mogli pomóc tylko znajomym, członkom rodziny. Jak się  okazało również drugi z warunków, nie był przeszkodą, żeby uratować wszystkich osadzonych. Mieszkańcy z terenów Ziemi Zakroczymskiej znając kilku z więźniów wywołali ich po nazwisku, Ci natomiast podawali dane kolejnych osób. Jakież było zdziwienie Niemców, gdy okazało się, że wszyscy z osadzonych mają rodzinę w okolicznych miejscowościach. Tym sposobem zawiązała się „Rodzina Zakroczymska”. Decyzji komendant obozu nie cofnął, choć miały miejsce próby przeszkodzenia, np. zastraszenie przez strzelanie w nogi więźniów odbierających dary. Podczas jednej z tych  prób została postrzelona dziewczynka, która do końca swoich dni była sparaliżowana i niedługo po wojnie zmarła. Ostatecznie Niemcy zmienili plan zgładzenia uwięzionych Polaków i zaczęli wywozić ich na wspomniane roboty na teren III Rzeszy. Piotr Zapart tak wspominał niesioną pomoc: Akcja opiekuńcza miała charakter specyficzny i skuteczny. W promieniu około 40 km ponad 30 wiosek organizowało pomoc więźniom. Społeczeństwo pełniło dyżury. Przenosiło hasło do innych wiosek, że jest ich dyżur przygotowywania posiłków. Rankiem wszystkie zupy ugotowane przez gospodynie zlewano do beczek znajdujących się na wozach i odwożono do fortu. Innym widokiem, który utkwił mi w pamięci, to kobiety z pełnymi wiadrami zupy zawieszonymi na sondach, a z boku dziecko niosące chleb. Przejaw ten hitlerowcy próbowali stłumić, ale bezskutecznie. Były wypadki strzelania pod nogi, aresztowania, a nawet wywózki do obozów. Ale działania nie przynosiły oczekiwanych przez Niemców skutków. Przy okazywaniu pomocy przekonywano wartowników, iż „opiekunowie” są związani więzami krwi ze swoimi „podopiecznymi”. Potwierdzeniem tego był sposób powitania: pocałunki i uściski. Niemcy byli bezradni. Odtąd wszyscy więźniowie byli krewnymi swoich opiekunów. W pomoc osadzonym prócz cywilnych mieszkańców, zaangażowani byli również zakonnicy, Kapucyni z Zakroczymskiego klasztoru. Na terenie obozu udało się nawet odprawić Mszę Świętą, której inicjatorem byli ks. Józef Pałtynowicz (więzień obozu) z kościoła św. Floriana na Pradze oraz ks. Leon Kotyński i ks. Henryk Bogacki, którzy pełnili w tym czasie obowiązki administratorów parafii w Zakroczymiu. Ostatecznie dzięki nieugiętej postawie mieszkańców Zakroczymia i okolicznych wiosek udało się uratować przeszło dwanaście tysięcy osób, skazanych na śmierć głodową.

Pomnik Wdzięczności

Na tym się ta niezwykła historia nie kończy. Po 1945 roku, uwolnieni więźniowie Fortu I postanowili społeczności Zakroczymia podziękować. Jeden z nich, Piotr Zapart uznał, że ocaleni mają wielki dług do spłacenia. Społecznik zamieścił w „Życiu Warszawy” ogłoszenie wzywające dawnych więźniów Fortu I do uczczenia odwagi i poświęcenia mieszkańców Zakroczymia i pobliskich wsi w niesieniu pomocy osadzonym. W sierpniu 1946 roku w Zakroczymiu odbył się zjazd więzionych w obozie na terenie fotu. To wtedy podjęli oni decyzję o odwdzięczeniu się  budując szkołę. Dla realizacji zobowiązania powołano „Komitet byłych więźniów Zakroczymia”, następnie za zgodą komunistycznych władz powołano spółdzielnię „Rodzina Zakroczymska”. Był to niezwykły wyczyn, że w kilka lat udało się budynek szkolny zbudować, mimo problemów i braków jakie dręczyły ziemie Polskie  w okresie 1945 -1950. Oficjalne otwarcie szkoły miało miejsce 16 kwietnia 1950 roku, która w pierwszych latach po odbudowie nosiła nazwę „Pomnik Wdzięczności”. W późniejszym okresie nazwę zmieniono na im. Bojowników o Wolność i Demokrację. Dziś w związku z ustawą dekomunizacyjną wraca nazwa „Pomnik Wdzięczności”, aby upamiętnić te niezwykłe czyny, kiedy to w czasie wojny, terroru i śmierci, ludzie potrafili sobie pomagać, a człowiek nie zapomniał czym jest człowieczeństwo.

http://zakroczym.fotopolska.eu/1071974,foto.html

Bibliografia:

Kazimierski Józef: Piotr Zapart 1895-1966, Warszawa 1972

Artykuł „Rodzina Zakroczymska” Tadeusz Chudy

Foto archiwalne pochodzą ze zbiorów Pana Maciej Kostrzewskiego „Garnizon Nowowilejka”

Aktualne zdjęcia Fortu I w Zakroczymia są autorstwa Kamila Janczarka

Autor tekstu: Kamil Janczarek

Do napisania artykułu nie zostały wykorzystane publikacje Towarzysza Szczerbatko

 

 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *